Jako, że chwilowo nie mogę grać w cs zabrałem się za coś, co zacząłem dawno temuChodzi o pisanie własnej książki i tu proszę was o opinie
Na razie daję prolog, bardzo krótki, jak to prolog, jednak zapewniam że rozdziały są duuużo dłuższe
Jak się spodoba to raz w tygodniu będą kolejne części
Książce nadałem tytuł Uczeń mrocznego mistrza. Dlaczego?:devil: Wyjdzie później
Jak naprawią mi skaner to wrzucę mapkę którą zrobiłem żeby było dla wszystkich wiadome co się gdzie dzieje
1. Epilog/Początek
Ta noc nie wyróżniała się niczym niezwykłym na tle tysięcy innych jakie przeżył Jordi, wydawało by się przeciętny człowiek z przeciętnej wsi, mający małe gospodarstwo które pozwalało mu przeżyć zimę bez głodu. Nie wyróżniał się jakoś szczególne wyglądem, poza oczami w których można było przeczytać jak w otwartej księdze ile nieszczęść go spotkało. Jego zachowanie też było przeciętne, ot człowiek jakich spotyka się dzień w dzień dziesiątki, miły i pracowity, jak każdy mieszkaniec tych okolic. Spędzał ów człowiek ową noc tak jak każdą inną czyli oddwał się on błogiemu odpoczynkowi w objęciach bogini snu Khebene której hojny dar pozwalał mu od samego rana ciężko pracować na roli, którą odziedziczył po swoim tragicznie zmarłym w pożarze ojcu, nie był on jednak jedyną osobą jaką wtedy stracił. Tamten poranek był ostanim także w historii jego żony, którą poślubił ledwie kilka tygodni wcześniej. Każdego wieczora odprawiał tradycyjne modły za ich dusze, starając się wyprosić u wielkiego Roha miejsce dla nich w krainie wiecznego szczęścia, choć tyle mógł dla nich zrobić, nie stać go było na opłacenie kapłanów bowiem żądali oni wielkich kwot, takich, na które mogli sobie pozwolić jedynie najbogadsi właściciele ziemscy. Byli oni zupełnie nieczuli na błagania przeciętnych mieszkańców Wielkiego Królestwa, swe odmowy argumentowali tym, że wieczne szczęście w krainie Najwyższego jest warte znacznie więcej niż oni za obietnicę wprowadzenia tam żądają.
Nagle Jordi poczuł czyjś dotyk na twarzy. To poczciwy stary Raz, jedyny towarzysz jego obecnej niedoli, który razem z nim był feralnego poranka na targu, aby zakupić nieco potrzebnych w gospodarstwie rzeczy. Pies był bardzo natarczywy,toteż mimo niechęci do przerwania odpoczynku Jordi otwarł oczy. Zobaczył przerażenie w oczach przyjaciela, który wyraźnie chciał mu coś pokazać. Skoro już i tak nie spał to poszedł za Razem. Ten zaprowadził go pod drzwi, wzrokiem nijako nakazując mu otworzyć dzwi. To co zastał przed jego malutkim domkiem przeraziło go. U progu leżała martwa kobieta trzymająca w rękach małe dziecko, które spało jak by nic się nie stało . Emocje tak na niego wpłynęły że dopiero po dość długiej chwili zobaczył łunę nad wioską, ledwie kilkaset metrów od niego. Przez myśl przemkło mu tylko że stało się coś strasznego gdy usłyszał charakterystyczny dzwięk bębnów, zamarł w bezruchu i nasłuchiwał. Spędził tak dłuższą chwilę po czym z nie małą ulgą stwierdził, że na szczęście się oddalają. Choć ciężko mówić o czymś takim jak szczęście gdy wszyscy których znał zostali zabrani w niewolę lub leżą marwi jak kobieta u jego progu. Przeklinał sam siebie za to że spał jak kamień, może gdyby nie to uratowałby ich, czuł się winny śmierci mieszkańców jak i tej dziewczyny, przecież być może mógł im pomóc, choć w głębi duszy wiedział, że w jej przypadku obrażenia były zbyt poważne by co kolwiek zrobić. Przyglądał się jeszcze bardzo uważnie przez pewien czas najbliższej okolicy upewniając się czy jest bezpiecznie. Gdy tylko przekonał sam siebie że nic nie grozi ani jemu, ani co ważniejszcze dziecku zabrał je do środka, ostrożnie ułożył na łóżku po czym odmówił krótką modlitwę do Najwyższej bogini, dziękując jej, że nowy dom postawił na uboczu, co zapewne uratowało go przed podzieleniem losu reszty mieszkańców wsi, a zapewne i innych okolicznych miejscowości, przecież Ghan jak się już pojawiał to porywał tysiące do niewolniczej pracy, której nikt za długo wytrzymać nie mógł. Skrzywił się na myśl, że sam mógł być wykorzystywanym przez te okropne stworzenia do rzeczy o których tyle słyszał przy piwie w karczmie. Był na siebie wściekły, że dał się zaskoczyć, tyle lat i bezbronnych istnień poszło na marne. Smutno zrobiło mu się na myśl, że już nie zobaczy swoich przyjaciół którzy pomagali mu tyle razy. Jednak smutek momentalnie przerodził się w determinację, przecież miał małe, bezbronne dziecko którym musiał zajać się, jego matka nie przypadkowo skierowała się ostatkiem sił akurat tutaj. Usiadł na krześle i zaczął sie zastanawiać co ma robić. Siedział tak dobre kilka godzin obserwując Raza który czujnie spoczywał przy łóżku, gotów w razie czego zaatakować tego, kto by chciał skrzywdzić bobasa. Na dworze już świtało więc postanowił zająć się ciałem matki i znaleść jakąś krowę lub kozę, przecież czymś musiał karmić malucha. Z tego co znalazł w mieszkaniu zrobił prowizoryczne nosidełko, włożył w nie malca i ruszyli w trójkę wykonać najpilniejsze sprawy.
Obraz jaki zastał we wsi przerósł jego najgorsze wyobrażenia. Wszędzie walały się ciała, widać wiele osób nie chciało poddać się bez walki. Zabrał z kilku mieszkań które jakimś cudem ostały się z pożaru rzeczy potrzebne do opieki nad dzieckiem sumiennie zapamiętując, co było z czyjego domu, na wypadek gdyby miał okazje je zwrócić, bowiem miał nadzieję, że nie był jedynym ocalałym, a przecież wsród nich mogli być prawowici właściciele przedmiotów. O ile pochówek Emmy, bo tak na imię miała kobieta, jak i zebranie rzeczy dla malca poszły dość szybko, to poszukiwania krowy bądz kozy szły z daleka gorzej. Widać Ghan zabrał i zwierzęta,co jest dość logiczne, przecież taka masa armii i niewolników potrzebuje wiele jedzenia. W końcu pod wieczór w pobliskim lesie znalazł zabłąkaną krasulę, dosłownie w ostatniej chwili, bowiem niemal skończyło mu się mleko, które zakupił dzień wcześniej z zamiarem zrobienia sera. Jako, że zanosiło się iż spędzą w trójkę ładne kilka dni razem postanowił nazwać małego Eryk gdyż nie znał imienia nadanego przez matkę. Teraz nie pozostało mu nic innego jak czekać na przybycie posiłków ze stolicy, co też Jordi postanowił uczynić, obiecując sobie, że nie będzie opuszczać bezbiecznego domu o ile nie będzie to konieczne.
Tak minął niemal miesiąc, miesiąc w którym centrum jego życia stało się dziecko którym miał obowiązek się zająć przynajmniej do czasu dotarcia armi Króla Kordiana, jednak gdy ta przybyła był już co do małego Eryka przekonany, iż po latach trafił na tego, kogo tyle czasu poszukiwał. Przedstawił go więc żołnierzom jako jego własne dziecko skazując ich obu na siebie przez najbliższe kilkanaście lat, które zaczęły niepostrzeżenie upływać, aż do osiągnięcia przez chłopca 7 roku życia, w którym to mógł on zacząć pobierać nauki od ojca,który nie był do końca tym kim się wydawał...
Piszcie to co sądzicie o tym, żebym mógł poprawiać błędy, nie chcę pochwał gdy się wam to nie podoba:F Enjoy![]()
Ostatnio edytowane przez Duze_eM ; 12-01-2012 o 22:33
daj wiecej![]()

Fajne :p
Paru przecinkow brakuje, a tak to fajnie.